nagłówek h1

Odrzańskie 210cm - Piotr Boufał

2017-03-13 | Autor: red_PB

Ocena: 0,0 | Ilość ocen: 0 | Zaloguj się aby oceniać!

Była to ryba szczególna w mojej "wędkarskiej karierze". Na dolny ślask wyprowadziłem się z Warszawy, gdzie większość czasu spędzałem nad królową naszych rzek - Wisłą. Pierwszy raz łowiąc na Odrze miałem wrażenie, że nie żyją tu tak wielkie ryby. Jak później się okazało, myliłem się i to bardzo. Odra to dom wielu rekordowych ryb i wbrew pozoro nie jest łatwa. Oczywiście to zupełnie inne łowisko niż siostrzana Wisła. Odmienna charakterystyka linii brzegowych, mocno uregulowana -taki dziwny twór. Na początku nie byłem jest zwolennikiem. Przecież to rzeka, która ledwo płynie, a nawet stoi ze wględu na ilość stopni wodnych więc przypomina raczej zbiorniki zaporowe. I tutaj również się myliłem. Odrę można podzielić na dwa typy łowisk. Wolno płynącą, która jest leniwa leniwą i głęboką rzeką oraz tę drugą na której spędzam najwięcej czasu. Czyli szybką i płtyką - powiedziałbym nawet kaskadową. Ten typ Odry najbardziej przypominał mi kochaną Wisłę. Oczywiście zdarzało się jeździć na tę pierwszą, ale to były wypady czysto relaksacyjne. Gdzie prócz wędkowania mogłem skupić się na opalaniu i odpoczywaniu od roboty. Pewnego lipcowego dnia wspólnie z przyjacielem Czarnym i Pasiorem wybraliśmy się na Odrę w okolice Wrocławia. Ot spontaniczny wypad na sumy bez większych przygotowań. 

Odra w tamtej okolicy ma swój urok. Prócz wcześniej wspomnianej wody stojącej. Ma sporą ilość powalonych drzew i roślinności nadwodnej. To wszystko sprawia, że jest urokliwa i otwiera wrota wyobraźni o największych sumach w rzece. Pasior z Czarnym byli u mnie z samego rana, jeśli rankiem można nazwać godzinę 3:00. Szybkie pakowanie do auta i wyruszamy nad wodę. Dojechaliśmy - chłopaków oczywiście widok Odry wyrwał z kaloszy. Chyba w życiu nie widziałem Czarnego, który tak szybko się rozkładał i nosił bagaże. Spałił więcej kalorii niż przez więkoszość sumowych wypraw. Pasior nie odbiegał w tempie Czarnemu, a ja razem z nimi bo prawie zawsze mam tak dojeżdzając nad wodę. Gotowi byliśmy koło godziny 5-6 rano. Już wtedy wiedzieliśmy, że z nieba będzie lał się żar. Rozpoczeliśmy wędkowanie metodą dryfu. Cały dzień nic specjalnego się nie działo. Kilka wyjść niewielkich rybek, generalnie na zero. Nie byłem nastawiony bojowo. Słońce dawało w kość, a woda zaczynała kwitnąć. To nie był dobry znak. W wodzie był duży deficyt tlenowy, a co za tym idzie ryby słabo żerują. Popłyneliśmy więc w górę rzeki na odcinek, którego nie znałem. Płynąć rzeką moim oczom ukazał się spory nawis drzew. I wtedy to poczułem... Nie swój pot, ani zgniłą rosówkę, ale wewnętrzny głos mi podpowiadał, że muszę tam zapłynąć. Może to sumowa intuicja? Pierwsze napłynięcie pod drzewa. Echosonda pokazała 5m głębokości pod samiutkim brzegiem. Wiedziałem, a raczej czułęm, że musi tam żyć wielka ryba. Zrzuciłem silnik elektryczny i rozpoczeliśmy przeszukiwanie zakamarków nowej mety. Długo nie musiałem czekać. Zaraz pod nawisami, leżało powalone drzewo. Rosówki wisiały wpół wody. Po chwili moim oczom na ekranie echosondy pojawił się potwór z loch Ness. Zamarlem, wypalając jednym machem całego papierosa. Ryba stałą chwilę pod przynętą zupełnie nie reagując. Wtedy zrobiłem mój mały i tajmeny ruch nadgarstkiem i ryba uderzyła. Wiedziałem, że mam doczynienia z rybą powyżej 200cm. Nie sądziłem jednak, że tak grubą i silną. Co więcej. Na kołowrotku miałem małą ilość plecionki. Pisząc niewielką mam na myśli 20 może 30m. Tak, jestem roztargniony i często jeżdząc na sumy nie przykładam do takich rzeczy uwagi - ot jadę co będzie to będzie. Co ciekawe, ryba uciekała w stronę środka rzeki ciągnąc nas i ponton, a nie do drzewa spod którego go zaciąłem. Po około 7minutach naszym oczom ukazała się kapota. Kapota to mało powiedziane. Kapocisko, tak wielkie i tak szerokie, że zdębiałem. A wierzcie mi, miałem już ryby powyżej 220cm i także nie należały do chudzinek. Wędzisko oddałem Czarnemu, Pasior zajmował kręceniem filmu. Ryba była bardzo delikatnie zapięta za nosek. Prawdopodobnie podczas holu się wypięła i zapięła ponownie. Wiedziałem, że mam tylko jedną szansę. Czarny podprowadził sumisko pod burtę, a ja mocnym chwytem złapałem go za żuchwę. Dostałem takiej mocy, że ryba po sekundzie czasu była z nami w pontonie. Dodam tylko, że pływadło miało długość 330cm. Wszedzie chaos. My cali w śluzie, torby, pokrowce, jedzie również. Wędki splątane w jakąś pajęczą sieć, generalnie sajgon. Dopłyneliśmy do brzegu. Pomiar rybki i jest magiczne 210cm. Nie ważyliśmy go, ale oceniami napewno w granicach 70kg. Po krótkiej sesji zdjęciowej sum trafił do swojego domu. Była to dla mnie wyjątkowa ryba. Pierwszy sum powyżej 200cm na Odrze i to jeszcze z dobrymi kumplami. Czy może być piękniejszy scenariusz sumowej wyprawy? 

Pozdrawiam czytelników Świata Suma,

Piotr Boufał

Blogi użytkownika red_PB

Polecane filmy

Zawody BlackCat Extreme 2016

Zawody BlackCat Extreme 2016

Autor: redakcja

Zawody odbyły się 2-3 lipca 2016 w miejscowości Uraz na rzece Odrze. Sponsorem zawodów była firma Black Cat.

Nowości MadCat na sezon 2017

Nowości MadCat na sezon 2017

Autor: redakcja

Pod koniec ubiegłego roku gościliśmy na pokazach firmy MadCat. Zobaczcie jakie nowości są obecnie w sprzedaży. Prezentuje Piotr Boufal.

Wędziska na "dzikie koty" Black Cat Wild Cat.

Wędziska na "dzikie koty" Black Cat Wild Cat.

Autor: redakcja

Nowość na rok 2017 od firmy Blac Cat. Film znakomicie przedstawia najdrobniejsze szczegóły nowego wędziska WILD CAT. Jak twierdzi producent, kije zostały zaprojektowane do wszystkich typów metod stacjonarych. Ich uniwersalna długość pozwala na holowanie zarówno z dalekich odległości jak i jednostki…

Portal wszystkich łowców sumów.
© 2017-2019 Wydawnictwo AS PRO MEDIA. Wszelkie prawa zastrzeżone. 

Projekt i wykonanie erykszolc.com