nagłówek h1

International Manyfik Fishing Champion okiem Karoliny

Zapraszamy na podsumowanie zawodów International Manyfik Fishing Champion 2019, które jest przedsmakiem artykułu autorstwa Piotra Piaseckiego, jaki znajdziecie w najbliższym wydaniu naszego e-czasopisma. Redakcyjna koleżanka Karolina Błaszczak, która miała przyjemność uczestniczyć w tych zawodach opowie Wam jak z jej perspektywy przebiegły zmagania. 

Dodano: 2019-10-09

Emocje jeszcze nie opadły, dlatego ciężko jest mi zebrać myśli, aby opisać wszystko to, co wydarzyło się w ostatnich dniach. Zacznijmy od początku. W kręgach spinningistów zawody organizowane przez Arkadiusza Stawiarskiego z firmy Manyfik są jednym z największych imprez wędkarskich na skalę europejską. Śledziłam poprzednie edycje z zapartym tchem, dlatego kiedy dostałam propozycję wystartowania w nich moja ekscytacja sięgnęła zenitu. W ostatnich tygodniach przed startem żyłam szykowaniem, pakowaniem i obmyślaniem taktyki.

Pierwotnie razem ze mną w teamie miał walczyć Wojciech Szary, jednak z przyczyn losowych na kilka dni przed zawodami musiał zrezygnować. Po pierwszym szoku musiałam przemyśleć, kogo zabrać ze sobą. Nie musiałam się jednak długo zastanawiać, pierwszą osobą, jaka przyszła mi do głowy był Piotr Piasecki. Mimo że dzieli nas ponad 500 km odległości, znamy się jak łyse konie, szanuję go zarówno, jako dobrego wędkarza, ale również przyjaciela, z którym mogę pogadać o wszystkim nie tylko o rybach. Czasu było niewiele, lecz Piotrek staną na wysokości zadania i już 2 października pojawiłam się u niego zwarta i gotowa do zawodów. Nasi życiowi partnerzy znając nasze szaleństwo oraz częste „roztrzepanie” żartowali, że z pewnością zapomnimy o czymś ważnym. Tak też się stało, ale poradziliśmy sobie ze wszystkim. Okoniówka Piotrka okazała się uszkodzona i musieliśmy wykombinować awaryjną natomiast ja skupiając się na pakowaniu przynęt zapomniałam o podstawowej odzieży deszczowej. Z tego miejsca dziękuję Piotrkowi i jego mamie Marii, ponieważ finalnie otrzymałam od nich dwie kurtki. Trzeciego października pojawiliśmy się już nad jeziorem Sławskim.

Po rejestracji i odebraniu pakietów startowych zwodowaliśmy łódź i przywitaliśmy się z innymi uczestnikami. O godzinie 17: 00 wszystkie startujące jednostki przepłynęły na drugą stronę jeziora na oficjalne przywitanie przez Burmistrza. To pozostanie w mojej pamięci na długo… Na wodzie znalazły się jednocześnie 94 startujące łodzie oraz jednostki organizatorów, WOPR i Policji. Ryk silników, las rąk z racami rozświetlającymi jezioro, fala niczym podczas sztormu, to wszystko wyzwoliło w nas ogromny zastrzyk adrenaliny, który ciężko jest mi opisać słowami. Wieczorem powróciliśmy na kwatery gdzie czekała na nas nasza ekipa Paweł oraz nowo poznani przesympatyczni Patrycja i Piotrek z „ Manyfik Team Ireland”, z którymi od pierwszej chwili zaczęliśmy odbierać a tych samych falach.

Przyszedł czas na ostateczną rozmowę z moim kompanem Piotrkiem, aby ustalić taktykę. Postanowiliśmy podejść do tematu na luzie, mieliśmy świadomość tego, że jest to nasz debiut na tym łowisku. Znajomość wody była zerowa a dysponowaliśmy jedynie papierową mapą batymetryczną i pojedynczymi informacjami, jakie zebraliśmy od znajomych jeszcze przed zawodami. Wiele pomógł nam kolega Przemek Olejniczak, który przez kamerkę był niczym nasza druga echosonda wskazując ciekawe miejscówki. Nazajutrz po śniadaniu rozpoczęła się pierwsza tura zawodów. Nie opiszę tutaj całego dnia zmagań, ponieważ pozostawię to Piotrkowi, który szykuje dla Was obszerny artykuł, jaki pojawi się już niedługo na łamach naszego czasopisma.

Zwrócę jednak uwagę na „okoniową metę”, która szczególnie zapadła mi w pamięci. Namierzyliśmy ją całkiem przypadkiem, widząc pojedyncze spławy na wodzie w pierwszej chwili pomyślałam, że chyba zaczyna padać, jednak po chwili woda przy powierzchni dosłownie się gotowała! Do wody leciało wszystko od małych gum, cykad, woblerów po poppery. Zaliczyliśmy masę spadów i małych okoni jednak jednym garbusem udało nam się zapunktować. Ten dzień należał zdecydowanie do okoni. Dlaczego? Pod koniec zmagań Piotrek twierdząc, że żarty się skończyły posłał do wody 20 centymetrową jaskółkę Saire od Mikado wyciągając przy tym 32.3 cm Oksa, który „zassał” ją praktycznie w całości ukazując naszym oczom samą główkę jigową. Pierwszą turę zawodów zakończyliśmy z wynikiem 65 pkt lądując na 21 miejscu.

Kolejnego dnia pogoda była tragiczna, zimno, ostry wiatr i deszcz nie rozpieszczały jednak w pełni zmotywowani wypłynęliśmy marząc o grubych szczupakach. Większość dnia przebiegła bez brań a aplikacja Manyfik przypominała, że nasza pozycja w rankingu się pogarsza. Czas umilaliśmy sobie pijąc gorącą herbatę i obrzucając łowisko nucąc przy tym „ Sweet Home Alabama” oraz przebierając zmarzniętymi stopami w rytm utworów „2Pack’a” wydobywających się z głośnika na naszej łajbie. Ostatnie 30 minut zawodów okazało się naszym „szczęściem w nieszczęściu”. Echosonda wymalowała nam piękną rybę przepływającą przy łodzi. W pewnym momencie poczułam uderzenie jednak ryba spadła pozostawiając piękne szczupakowe ślady tuż za hakiem, ale to nie koniec… Chwilę później Piotrek zameldował „pstryknięcie” a po moim uśmiechu zapewniał, że to nie były żarty. Sytuacja na jego wędce powtórzyła się jeszcze raz a po dokładnej obserwacji gumy jednogłośnie stwierdziliśmy, że mamy do czynienia z odciskiem „wampirowatych” sandaczowych zębisk. Nie mogę przeboleć naszych spalonych brań pod koniec zawodów, zwłaszcza Piotrkowego sandacza mając na uwadze to, że ten gatunek w tym łowisku to rzadkość. W tym wypadku dozbrojki, które pominęliśmy mogły zrobić robotę. Wracając do portu nasz silnik odmówił posłuszeństwa, jak pech to pech. Szukaliśmy pomocy wśród naszych startujących kolegów, jednak nikt nie słyszał naszych telefonów między spływającymi jednocześnie łodziami.

W końcu bezpiecznie zaholowali nas nieocenieni koledzy Grzegorz i Artur z teamu Barakuda. Po wszystkim odbyła się gala MMA, która pozwoliła nam ochłonąć po dwóch dniach zmagań. W przeszłości miałam przyjemność być „Ring Girl” w związku z czym temat MMA jest mi bardzo bliski. Oktagon jak również cała oprawa imprezy zrobiła na mnie niesamowite wrażenie, co zapewne Piotr opisze Wam bardziej szczegółowo w artykule. Po nocnych tańcach, nazajutrz w niedzielę nastąpiło oficjalne ogłoszenie wyników.

Ostatecznie w statystykach znaleźliśmy się na 35 miejscu. Uważam, że jest to bardzo dobry wynik biorąc pod uwagę nasz brak znajomości wody i konkurencje na bardzo wysokim poziomie. Miejsce III należy do teamu „Gęsiaki”, którzy zdobyli 284 punktów, miejsce II team „Rachem” z 361 punktami. Zdobywcą International Manyfik Fishing Champion Sława 2019 został team „Garmin Fishing League” w składzie Tomasz Kurnik i Maciej Żejmo zdobywając 381 pkt, łowiąc 5 szczupaków i okonia. Z tego miejsca chciałabym szczególnie podziękować Arkadiuszowi Stawiarskiemu z firmy Manyfik za możliwość uczestnictwa w tym wydarzeniu oraz Natalii Urodzie, która nadzorowała nasz wyjazd i rzetelnie odpowiadała na nasze pytania. Na podziękowania zasługuje również Adrian Śmigiel z naszego portalu, który zadbał o szczegóły naszego uczestnictwa. Oczywiście dziękuję Piotrkowi Piaseckiemu, lepszego kompana nie mogłabym znaleźć. Być z Tobą na łodzi to zaszczyt i przyjemność. Mam nadzieję, że w przyszłości jeszcze raz poczuję ten dreszczyk emocji towarzyszący zawodom Manyfik.
Karolina Błaszczak
 

Polecamy artykuły

Sumy z wody po kolana

Opowieści

Sumy z wody po kolana

W mojej prawie 10-letniej przygodzie z wąsaczami łowiłem je w Polsce wieloma metodami oraz w wielu akwenach. Od środkowej, wielkiej Wisły po Wartę, Odrę, zbiorniki zaporowe, żwirownie czy jeziora. Każda z tych wód wymagała innego podejścia czy technik. Uważam, że to właśnie sumy z płytkiej wody są tymi najbardziej wyma…

Piotr Boufał

Kleń – złote zasady przy srebrnej rybie

Opowieści

Kleń – złote zasady przy srebrnej rybie

Kiedy świadomie zaczęłam łowić klenie, nawet te niewielkie sprawiały mi ogromną radość. Widok wyskakującej do smużaka ryby, budził we mnie ekscytację, którą ciężko opisać. Brodzenie rzeką stało się częścią mojego życia, jednocześnie sprawiając że kontakt z naturą był jeszcze większy. 

Karolina Błaszczak

Kręć się szpulko

Opowieści

Kręć się szpulko

Casting - metoda wędkowania-spinningowania przy pomocy multiplikatora, czyli kołowrotka z ruchomą szpulą. Przez ostatnie lata w Polsce stała się niesamowicie popularna, wyznacza nawet trendy nad wodą. Coraz więcej spinningistów sięga po multiplikatory, wędki z pazurem i próbuje swoich sił. 

Wojciech Szary

Portal wszystkich łowców sumów.
© 2017-2019 Wydawnictwo AS PRO MEDIA. Wszelkie prawa zastrzeżone. 

Projekt i wykonanie erykszolc.com