nagłówek h1

Rzeka Ebro - spełnione marzenia wędkarza

2017-03-08 | Autor: red_PB

Ocena: 0,0 | Ilość ocen: 0 | Zaloguj się aby oceniać!

Odkąd pamiętam fascynowała mnie rzeka Ebro. Już jako młody chłopak czytałem wszelkie artykuły i publikacje o wyprawach nad Ebro, przeglądałem w gazetach zdjęcia z połowów ogromnych sumów. Dla mnie to był jakiś inny świat. Takie wędkarskie Since fiction! Zupełnie odmienny akwen niż kanał żerański na którym spędziłem pół swojego życia ze swoim tatą łowiąc ryby na naszej miejscówce przed domem. Cały czas gdzieś w głowie miałem Ebro i wielką ochotę by tam pojechać. Niestety nie każdego stać na kolorowe wyprawy i super łodzie, niestety taka eskapada trochę kosztuję i to była jedyna przeszkoda by spełnić swe wędkarskie marzenie z dzieciństwa. Na początku maja zadzwonił do mnie kolega, kupił działkę w Playas de chacón nad samą rzeką Ebro. Zaproponował mi pokrycie kosztów podróży w zamian za pomoc w zagospodarowaniu działki. Oczywiście zgodziłem się bez najmniejszego wahania! Wyjazd 26 maja powrót 6 czerwca. Czas do wyjazdu spędziłem na dokupywaniu cięższych główek jigowych, większych przynęt, agrafek itp. Wiecznie rozmyślałem czy poradzę sobie bez sumowego doświadczenia na tak dużej rzece ale jechałem z ekipą, która na Ebro wyjeżdża kilka razy w roku - będę bazował na ich doświadczeniu. Dzień wyjazdu był pełen emocji, podróż upłynęła na planowaniu, rozmowach i opowieściach. Gdy dojechaliśmy na miejsce i ujrzałem Ebro z tarasu w Mequinezie zaparło mi dech w piersi. Moja wędkarska wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach.

Z działką kolegi uporaliśmy się w trzy dni, potem tylko ryby i ryby

Rano zapakowaliśmy sprzęt na łodzie i ruszyliśmy na sandacze. Choć trochę z obawą, gdyż w sklepie wędkarskim usłyszeliśmy że sandacz nie żeruje i rzadko kto łowi, a sumy są przeżarte bo były zawody karpiowe więc mnóstwo pelletu wylądowało w wodzie. No nic! Uzbroiliśmy nasze „patyki” i wykonujemy pierwsze rzuty. Po około 5 minutach mam pierwszego sandacza. Chwilę później następne sztuki lądują w łodziach! Humory się poprawiły, a do końca dnia złowiliśmy kilkanaście sztuk w granicach 50-65 cm.

Następny dzień wyglądał bardzo podobnie, lecz trzeba było dużo pływać i szukać ryby. Trzeciego dnia wypłynęliśmy z pomocą echosondy. Dzięki niej znaleźliśmy fajny dołek, który wypłycał się w stronę brzegu. Kilka rzutów - podbicie, opad, podbicie, opad, podbicie, opad, podbicie i BAAAAM… Sieeeedzi. Na początku ryba płynie w moją stronę lecz po chwili staję i jest pierwszy potężny odjazd, a kołowrotek zaczyna grać najpiękniejszą muzykę dla moich uszu. Już wiem, że to sum i to nie mały! W początkowej fazie holu sum był bardzo silny, nie miałem wpływu na przebieg walk. Wąsacz robił co chciał. Mocne szarpnięcia, długie wybieranie linki i próby wpłynięcia w zawady tak walczył o swoje życie. Do dzisiaj się dziwię, że wędka się nie złamała, gdyż była wygięta do granic wytrzymałości, a dźwięki jakie wydobywały się z niej można porównać do skrzypiącego drzewa przyginanego przez silny wiatr.

Z czasem ryba słabła i mogłem trochę wybrać linki. Niestety po wybraniu jednego, max dwóch metrów sum zabierał z kołowrotka dwa razy tyle. Podczas długiego houl przeżyłem tyle samo emocji. Począwszy od euforii kończąc na obawach, że stracę rybę życia. Powtarzałem sobie w myślach "oby się nie zerwał, oby się nie zerwał" Sandaczowy zestaw nie pozwalał mi na siłową walkę więc musiałem zmęczyć drania! Najbardziej bałem się, że mała agrafka na końcu zestawu nie wytrzyma i pęknie.

Po godzinie walki w palącym słońcu i temperaturze powyżej 30 stopni opadłem z sił i miałem chwilę zwątpienia. Chciałem by już było po wszystkim! Wtedy chłopaki zaczęli mi dopingować „dasz radę” „jest twój” „Paweł jedziesz”. Takimi słowami koledzy zmotywowali mnie i wstąpiły we mnie nowe siły! Pomyślałem, albo On albo Ja i zacząłem mocno pompować do góry. Gdy zobaczyłem bąble na wodzie wtedy uwierzyłem, że go wyciągnę i wygram tą walkę. Nastąpił chyba ostatni odjazd i poczułem, że sum już nie ma siły. Po około dwóch godzinach sum pojawia się na powierzchni i wtedy widzę że jest naprawdę wielki! Jest radość, uśmiech i zadowolenie. Kolega wkłada rękę w sumową paszcze i zdecydowanym ruchem wciąga cielsko do łodzi. JEEEEST!

Wygrałem! Naprawdę jest mój i dałem radę. Po taką przygodę i emocję tu przyjechałem. Na brzegu mierzymy szybko rybę. Prawie 200 cm juhuuuu! Jestem mega zadowolony, bardzo zmęczony i w pełni spełniony. Taki byk na spinning - jest moc. Szybka sesja zdjęciowa i moja ryba życia majestatycznie odpływa w głębiny tajemniczej rzeki Ebro.

Następne trzy dnie spędziliśmy na zasiadce sumowej. Po pierwszym dniu bez brania. Zmieniliśmy miejsce i po około godzinie jest branie na wędce Adama. Szybki siłowy hol i na brzegu melduje się piękny sum ponad 200 cm. Niestety to była jedyna ryba tego dnia. Trzeciego dnia Adam popłynął trollować. W przeciągu 30 minut zaliczył dwa sumy 140 cm i 180 cm. Sumy żerowały w najlepsze, więc wsiedliśmy do łódek wszyscy i zaczęliśmy pływać w trollingu. Zaliczam suma 140 cm, który łamię mi szczupakowy spinning. Sławek łowi jeszcze jednego poniżej 100 cm do tego pełno nietrafionych ataków i brania ustają. Po południu łowię dwa pierwsze karpie z Rio Ebro. Jeden jest naprawdę piękny i duży. To pełnołuski tłuścioch 90 cm!

I tak kończy się nasz wyjazd. Wracam mega zadowolony, spełniony i dumny z pięknego suma na spinning. To był mój sukces, ale najfajniejsze w tej eskapadzie była świadomość iż nie muszę się za moment pakować i wracać do domu. Siedzę nad wodą ile wejdzie! Wielu ludzi myśli, że Ebro to tzw. "zupa rybna i każdy złowi". Otóż tak nie jest i naprawdę trzeba się napływać, kombinować i szukać ryb jak na każdym innym zbiorniku wodnym.To co zapamiętam chyba do końca życia to przepiękne poranki nad Ebro. Skały, woda i co chwilę spławiające się sumy uderzające ogonami o wodę i pluskające się karpi -coś pięknego.

 

Istny raj na ziemi. Marzenia się spełniają...

Z wędkarskimi pozdrowieniami,

 

Paweł Nowek

Blogi użytkownika red_PB

Polecane filmy

Zawody BlackCat Extreme 2016

Zawody BlackCat Extreme 2016

Autor: redakcja

Zawody odbyły się 2-3 lipca 2016 w miejscowości Uraz na rzece Odrze. Sponsorem zawodów była firma Black Cat.

Nowości MadCat na sezon 2017

Nowości MadCat na sezon 2017

Autor: redakcja

Pod koniec ubiegłego roku gościliśmy na pokazach firmy MadCat. Zobaczcie jakie nowości są obecnie w sprzedaży. Prezentuje Piotr Boufal.

Wędziska na "dzikie koty" Black Cat Wild Cat.

Wędziska na "dzikie koty" Black Cat Wild Cat.

Autor: redakcja

Nowość na rok 2017 od firmy Blac Cat. Film znakomicie przedstawia najdrobniejsze szczegóły nowego wędziska WILD CAT. Jak twierdzi producent, kije zostały zaprojektowane do wszystkich typów metod stacjonarych. Ich uniwersalna długość pozwala na holowanie zarówno z dalekich odległości jak i jednostki…

Portal wszystkich łowców sumów.
© 2017 Wydawnictwo AS PRO MEDIA. Wszelkie prawa zastrzeżone. 

Projekt i wykonanie erykszolc.com