nagłówek h1

Cztery nocki na płyciźnie

2017-03-01 | Autor: red_PB

Ocena: 0,0 | Ilość ocen: 0 | Zaloguj się aby oceniać!

Pierwsze dni lipca uganiania się za sumami nie dały zamierzonych efektów. Albo nie trafiałem z godzinami żerowania, albo spóźniałem się na fajne miejscówki. Jeśli jednak trafiłem na super metę i na kiju była dobra ryba to z niewiadomych mi przyczyn zwyczajnie się spinała. Coś trzeba było zmienić!
W połowie miesiąca w pracy znowu drugie zmiany. Czyżby tydzień przerwy od łapania? Telefon do kolegi z pytaniem:
„Siemka! Dzisiaj po 22.00 jedziemy?”.
Na odpowiedź nie musiałem długo czekać. Z resztą rozumiemy się bez słów. Po pracy szybko wskakuje w auto. Kierunek dom! Zabieram wędkę, pudełko z woblerami i jedziemy na miejscówkę. Wysiadamy z auta jest prawie pełnia. Księżyc rozjaśnia wodę między główkami. Mówię do kolegi: 
„Jest idealnie widać wszystko”.
Szybko rozkładamy kije i rzucamy wobami na przemian. Na przelewie słychać jak chlapie się drobnica, to dobrze rokowało. Coś musi wydarzyć się tej pięknej nocy. Nie myliłem się! Na branie nie trzeba było długo czekać. Mocne kopnięcie z powierzchni i jest pierwszy sum.

Pełni optymizmu walczymy dalej. Woda znów gotuje się od drobnicy co daje ogromną nadzieję na kolejną rybę. Po ok. godzinie nagle robi się jakoś dziwnie cicho. Chwilę później już było wiadomo dlaczego! Teraz kumpel zacina rybę, a po kilku minutach podbieram ją pewnych chwytem.

Jesteśmy mega zadowoleni. Spontaniczny wypad okazał się strzałem w dychę! Nikt nie spodziewał się takiego scenariusza. Pełni optymizmu na kolejne rybska rzucamy dalej. Niestety z godziny na godzinę dzieje się coraz mniej, a na dodatek zauważyliśmy że woda zaczęła iść górę. Zapadła szybka decyzja - na dziś koniec.
Drugiego wieczora przygotowaliśmy się bardziej. Wędki były gotowe już w samochodzie, żeby nie stracić ani minuty na zbędne rzeczy. Godzina 22.00 na zegarze wskakujemy w starego golfa, pedał gazu do podłogi i pędzimy ile fabryka dała (Całe 60km/h)
Zajeżdżamy i widzimy, że woda skoczyła jeszcze bardziej. Łowienie z brzegu odpada. Trzeba zmienić plan i wsiąść na ponton. Dopływamy do miejscówki - kotwica za burtę i obławiamy przelewy. Po godzinie łowienia nic się nie dzieje. Zaczynam wątpić na jakikolwiek kontakt z rybą tej nocy. Zmieniamy woblery na głębiej schodzące i od razu jest branie. Tym razem wąsaczem okazuje się sandacz, który atakuje dużego woblera.

Łapiemy dalej. Czas mija szybko jak nigdy. Co jakiś czas słychać jak w górę skacze drobnica, ale tak naprawdę nic poza tym się nie dzieje. 
Chyba będziemy kończyć" - i w tym momencie mocne branie. Szybko jednak okazuje się, że ryba nie jest duża i po chwili decydujemy się na powrót do domu.

Trzeciej nocy znowu decydujemy się na ponton! Jednak podejmujemy decyzję, żeby zmienić miejscówkę. Kamienista rafa zaraz za przerwaną główką z głęboka dziurą na końcu. Już wielokrotnie w przeszłości dawała ładne ryby. Dopływamy na miejsce, kotwica na dno i kołowrotki się kręcą. Zaczyna się dobrze! Co 30 minut jest jakieś branie. Przyłowem jest boleń i dwa krótkie sandacze, ale nie po to przyjechaliśmy! Po kilku godzinach łowienia zero wiary na jakikolwiek zwrot akcji. Rozmawiamy między sobą czy może już nie spływać lub spróbować gdzie indziej. I nagle po dłuższej chwili znów branie! Tym razem na kiju jest coś większego. Ryba szybko się rozpędza, wybiera linkę z kołowrotka i spływa z nurtem. Hamulec pięknie gra przy pełni księżyca, a kij wygina się po rękojeść. Szybka decyzja - kotwica w górę i w środek rzeki tam przecież najbezpieczniej! Piasek i zero zaczepów. Doganiamy ją i po kilkunastu minutach holu w całkowitej ciemności na środku rzeki słyszę „mam go”. Udało się! Złapaliśmy w końcu wspólnie piękną rybę.

Spływamy do brzegu, robimy fotkę. Mokrzy i brudni od szlamu, ale zadowoleni wracamy do domu. 
Czwarta nocka z rzędu! Szczerze mówiąc jestem mocno zmęczony i niewyspany, ale zmotywowany. Kolega nie jedzie. Coś mu wypadło. Tym razem telefon do Gajdusia - jedziemy? Jego dwa razy nie trzeba pytać. Zadowoleni ostatnimi wynikami wsiadamy szybko na ponton i wracamy tam gdzie wczoraj mieliśmy byka. Woda poszła znacznie w górę. Ciężko się łapie bo płynie dużo „syfu”. Stajemy na kotwicy i „machamy”. Godzina, dwie, trzy i nic! Zero kontaktu jak ręką odjął. Ja mam już dość. Gajduś wręcz przeciwnie. Kompromisu brak, aż tu nagle słyszę „siedzi!”. Zaczyna się! Marcin podciąga rybę pod ponton i nic nie można zrobić. Nurt jest zbyt duży. Znowu wspólna decyzja - kotwica w górę i szybko szukamy jakiejś łachy żeby bezpiecznie wyholować suma. Spływamy niżej na inną tamę i tam rybka ląduje na brzegu. Udało się! „piona”. Pamiątkowa fotka i do wody.

Paweł Pietras

Blogi użytkownika red_PB

Polecane filmy

Zawody BlackCat Extreme 2016

Zawody BlackCat Extreme 2016

Autor: redakcja

Zawody odbyły się 2-3 lipca 2016 w miejscowości Uraz na rzece Odrze. Sponsorem zawodów była firma Black Cat.

Nowości MadCat na sezon 2017

Nowości MadCat na sezon 2017

Autor: redakcja

Pod koniec ubiegłego roku gościliśmy na pokazach firmy MadCat. Zobaczcie jakie nowości są obecnie w sprzedaży. Prezentuje Piotr Boufal.

Wędziska na "dzikie koty" Black Cat Wild Cat.

Wędziska na "dzikie koty" Black Cat Wild Cat.

Autor: redakcja

Nowość na rok 2017 od firmy Blac Cat. Film znakomicie przedstawia najdrobniejsze szczegóły nowego wędziska WILD CAT. Jak twierdzi producent, kije zostały zaprojektowane do wszystkich typów metod stacjonarych. Ich uniwersalna długość pozwala na holowanie zarówno z dalekich odległości jak i jednostki…

Portal wszystkich łowców sumów.
© 2017 Wydawnictwo AS PRO MEDIA. Wszelkie prawa zastrzeżone. 

Projekt i wykonanie erykszolc.com